XVIII-wieczna cerkiew w ruinie.

Puste wnętrze cerkwi mocno pobudza do refleksji. Samo przekroczenie progu światyni nie należy do łatwych. Nigdzie nie widziałem tabliczki  z zakazem wejścia, jednak ostrzegam, że w środku jest bardzo niebezpiecznie. Konstrukcja cerkwi jest mocno nadszarpnięta przez czas. Przez zabite deskami okna padają wąskie smugi światła, oświetlając świętych bez twarzy i rąk. Polichromie dosłwonie sypią się nam na głowę.  Pod ostatnią ławką, niedaleko chóru znajdujemy uwite gniazdo. Każdy krok stawiamy w ciszy.  Nie sposób opisać zapachu jaki unosi sie w powietrzu. Mieszanka drewna z ziemią, której pełno tu pomiędzy zerwanymi deskami podłogi.