Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady – Lądek Zdrój 08.09.2024

dnia

8 września br. na długo zostanie w mojej pamięci. Prosto z pięknych Ropek w Beskidzie Niskim ruszyłem o świcie do odległego i zupełnie mi nieznanego Lądka Zdroju na 29. Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady. Od lat bezskutecznie wybierałem się na to fantastyczne, kilkudniowe wydarzenie, by posłuchać opowieści ludzi gór. Ten rok, po raz kolejny znienacka przyszedł do mnie z… zaproszeniem do wzięcia udziału w Festiwalu jako prelegent!

Temat prelekcji był, prezentacja z dobrymi zdjęciami też, a jedyne czego mi brakowało to doświadczenia i pewności siebie w opowiadaniu do tak dużej ekipy słuchaczy!

Audycje radiowe, małe grupy które oprowadzam, czy nawet wystąpienie w telewizji to zupełnie inna bajka. Stanięcie przed, jak podejrzewałem, wieloma twarzami na raz miało być kolejnym krokiem na przód. Na trasie z Krakowa do Jeleniej osobowy się toczył (jak śpiewał Maleńczuk), a ja odliczałem kolejne minuty opóźnienia, gdy mój pociąg tkwił sobie gdzieś na środku cichego pola przed Kłodzkiem. Na terenie imprezy pojawiłem się nie 1 godz. 30 min, a 15 min przed wystąpieniem. Przygotowany na 50, no może 60 osób, stanąłem jak wryty, gdy zobaczyłem chyba z 300 osób zainteresowanych tematem mojej prelekcji: Dzikie Bieszczady. Czy takie jeszcze istnieją?

Opowiadałem m. in. o ukrytej przed światem kapliczce w Sukowatem, dawnej kopalni ropy naftowej w Polanie, cerkwisku w Kamionkach, Krainie Lipieckiej, bojkowskich piwnicach Jaworzca czy wiadukcie kolejowym w Woli Michowej.

Czy zżerał mnie stres? Największy! Czy coś powiedziałbym inaczej? Wiele! Czy zrobiłbym coś w inny sposób? Pewnie! Kończąc swoje wystąpienie nie byłem z niego zadowolony. W żadnym wypadku .W głowie wirowało mi wszystko, o czym nie powiedziałem. Był upalny dzień, tłumnie siedzieliśmy w dużym namiocie, w którym nie było czym oddychać. Czekałem już tylko by wytrzeć zlaną potem twarz, aż tu się okazuje, że w festiwalowej księgarni czytelnicy czekają z książkami do podpisu!

Jak to? To ktoś po tym wystąpieniu kupił moją książkę???!!!

Usiadłem na zielonym fotelu i zobaczyłem kolejkę ponad 20 osób, trzymających moje książki w rękach! Jak to możliwe?! Przecież prezentacja nie była idealna. Ostatnia książka pt. Dzikie Bieszczady. 100 nieznanych miejsc blisko natury, od razu się wyprzedała i do zdjęcia pokazałem tą pierwszą (Bieszczady pełne wrażeń). Wkrótce stały przy mnie osoby, które od lat śledzą w Internecie moje wędrówki po Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Do teraz czuję tamtą radość i równie rozpierające mnie zdziwienie.

Dopiero po powrocie do domu, po raz kolejny przypomniałem sobie, że sam jestem dla siebie tym najsurowszym i najbardziej wymagającym nauczycielem. Ta prezentacja nie miała być idealna, a moja.

Dziękuję każdej z osób, która mnie wysłuchała, każdej która podeszła porozmawiać i uścisnąć dłoń. Cieszą mnie Wasze wspomnienia z gór, którymi się dzielicie w czasie takich spotkań i bardzo dziękuję, że czytacie moje książki.

Zobaczmy się w górach!

Martin Martinger

Za ostatnie zdjęcie dziękuję Rafałowi Solińskiemu – www.rafalsolinski.pl

Dodaj komentarz