Jezioro Klimkowskie na rzece Ropa.

Od siedmiu lat, gdy wreszcie puszczą ostatnie poranne przymrozki, a trawy pełne są cykającego robactwa, biorę namiot i razem ze znajomymi  jedziemy na parę nocy nad Jezioro Klimkowskie, potocznie zwane Klimkówką.  Miejsce nietypowe na mapie całego Beskidu Niskiego.  Dwadzieścia dwa lata temu spiętrzona woda na rzece Ropa zamieniła cichą, zamieszkałą dolinę w sztuczny i głuchy zalew.  Ludzi wysiedlono, a cerkiew, jedyną taką na łemkowszczyźnie, wysadzono w powietrze.  Nad zaporą  postawiono kościół, przykryty dwoma kopułami z tej właśnie cerkwi.

Bogata przeszłość Klimkówki i ogrom wspomnień jej mieszkańców na niewiele się zdały w starciu z myślą techniczną i ambitnymi planami inżynierów. Wiosna 1994 roku zapisała się w pamięci okolicznej ludności, jako ostatnia w historii wsi. (A było takich wiosen ponad 550). Z uwagi na to, że zalew powstał stosunkowo niedawno, nietrudno odnaleźć Hankę, która oglądając zdjęcia nieistniejącej Klimkówki z rozrzewnieniem może powiedzieć : „Tą drogą chodziłam do Heńka na porzeczki”. Dziś Heniek może jedynie wspominać tamten kwaśny smak, a  wąska droga z roku na rok pokrywa się coraz to grubszą warstwą mułu.

Południowy brzeg jeziora pełen jest dziś domków letniskowych. Chętni mogą wypożyczyć tu kajak, rowerek wodny czy niewielką łódkę. Jest czynny w sezonie bar i pole namiotowe z plażą od strony stacji benzynowej w Uściu Gorlickim.  Malownicza okolica co roku ściąga nad jezioro amatorów bardziej, lub mniej intensywnych rozrywek nocnych, kiedy to linia brzegowa rozjaśnia się światłem wesołych ognisk. Pewnie nieliczni wiedzą, że jeszcze tak niedawno, pod taflą wody Hanka z Heńkiem rwali w upale wiadra kwaśnych porzeczek.

Od północy, nad spokojną wodą wznoszą się dumne „Pieninki Gorlickie”. Rzeka Ropa przed powstaniem zalewu, tuż pod nimi tworzyła na kilkukilometrowym odcinku, malowniczy przełom, który jak można wnioskować po nazwie, miał przypominać przełom Dunajca w Pieninach. Istniał tu nawet rezerwat, po którym ciężko dziś szukać śladów. Nie bez powodu Jerzy Hoffman, to właśnie w tej bajkowej okolicy  zdecydował się nagrywać sceny do filmy „Ogniem i mieczem” w których to pan Skrzetuski podróżuje Dnieprem na Sicz .

Nocując  tu, warto z rana parę godzin wcześniej wychylić głowę z namiotu by podziwiać unoszące się nad jeziorem mgły, tonące między wzniesieniami „Pieninek”.  Kiedy, wciąż zachwyceni widokiem porannych mgieł, na śniadanie zjemy jajecznicę z  ogniska, przeczytamy już, to co mieliśmy przeczytać, a drugie piętnaście minut leżenia bez ruchu na pełnym słońcu zacznie uporczywie się ciągnąć, czas ruszyć na wycieczkę!

Jezioro jest świetnym punktem bazowym do zwiedzania atrakcyjnej okolicy, pełnej ciekawych i jedynych w skali naszego kraju zabytków. Znajdziemy tu aż cztery obiekty wpisane na Światową Listę UNESCO (kościół w Sękowej, cerkwie w Owczarach, Kwiatoniu i Brunarach), dwa znane uzdrowiska (Wysową Zdrój i Krynicę Zdrój), liczne cmentarze z okresu I Wojny Światowej (z najpiękniejszym na górze Rotunda), czy pełne tajemniczości cerkwie, których w tej okolicy zachowało się najwięcej . Spacer przez, położoną u podnóża Magury Małastowskiej, Nowicę na długo zostanie nam w pamięci.

UNESCO, juneskiem, jednak pierwszą, najkrótszą (dziesięciominutową) wycieczkę każdy miejscowy obozowicz na pewno wykona do sklepu w Uściu Gorlickim. Po drodze warto zaglądnąć na łemkowski cmentarz, gdzie odnajdziemy wyjątkową fotografię Samuela i jego żony Paraskiewy z początku dwudziestego wieku. Być może najstarszą z zachowanych na łemkowszczyźnie. Będąc w okolicy zapory, w miejscowości Łosie warto odwiedzić  Zagrodę Maziarzy. Mężczyźni Ci, jeszcze na początku XX wieku, trudnili się handlem produktami ropopochodnymi, m.in. smarami, z którymi wędrowali z Łosi aż do dalekiej Łotwy, czy  nawet na tereny dzisiejszej Rumunii.

Po godzinach spędzonych na wpatrywaniu się w przepiękne ikonostasy okolicznych cerkwi, po kolejnych laskach kiełbasy z ogniska zjedzonej przy dźwiękach gitary, nadchodzi czas na najlepsze. Każdy z dni nad Klimkówką koniecznie zakończyć trzeba ze wzrokiem skierowanym w kierunku zachodzącego słońca. Jego ostatnie promienie zachodzą właśnie nad górującym nad jeziorem kościołem i dokładnie nad tymi dwoma kopułami dawnej cerkwi, które dziś, jeśli nie zostałyby przeniesione, spoczywałyby blisko dwadzieścia metrów pod wodą.

Choć początkowo wydaje się to trudne, bo w porównaniu z wieloma miejscami Beskidu Niskiego, turystów tu nie mało, można nad Klimkówką odnaleźć miejsca, gdzie nasz namiot będzie samotny. Ten, komu na tym zależy, nie będzie miał z tym żadnego problemu.

Do zobaczenia nad jeziorem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s