Chatka na Końcu Świata w Starym Łupkowie.

Pytany o najlepsze schronisko w Beskidach, zawsze w euforii odpowiadam jednym słowem i bez zastanowienia: „Łupków!”. Odwiedziny tej leżącej przy Przełęczy Łupkowskiej, na pograniczu Beskidu Niskiego i Bieszczadów, niepozornej chatki, to jak pałaszowanie porządnego andruta z  kakaową melasą. Na wstępnie mówisz sobie: „Tylko jeden kawałek”, a kończy się na zjedzeniu całego blatu i kilkudniowej wizycie połączonej z jednodniowymi wycieczkami w okolicę. To tutaj, ciągnące się przez ok. 1500 km i osiem krajów, wysokie Karpaty, wspomniana przełęcz, dzieli na części wschodnią i zachodnią. Niejeden geograf od dziecka marzy, by choć raz postawić tu stopę. Zaszczytne pierwsze miejsce chatki związane jest z niesamowitą historią okolicy w jakiej się znajduje.

Łupków ze swoją przełęczą już od XIII wieku pełnił funkcję potężnej bramy, łączącej nasz kraj z państwami naddunajskimi. To tędy wędrowały kupieckie karawany z wozami pełnymi rubinowego węgrzyna. Brama Węgierska,  jak o niej mówiono,  w długim łuku Karpat, przez setki lat łączyła ludność północy i południa. Jednak nie tylko kupcy chętnie wykorzystywali przełęcz do wędrówki w odległe ziemie. Wioska wielokrotnie była napadana przez zbójców z krain Siedmiogrodu. Dziś, wieki w przód, ruch przez nią praktycznie zamarł, niczym świadomość rodziców o szkodliwości słodzonych napojów na zęby swoich pociech. Co dzień, tiry pełne smacznego trunku z Węgier, wybierają szeroką drogę biegnącą przez Przełęcz Dukielską w Barwinku. Nic w tym dziwnego, skoro tunel kolejowy, znajdujący się w Łupkowie, od dawna nie pełni swojej funkcji. Wykopany w ziemi jest niczym potężny pomnik dawnego życia wyludnionej wioski.

Jeszcze 70 lat temu, malowniczą doliną rozchodziło się co rano pianie koguta, a wieczorami nie jedno dziecko piło w ciemnej stajni, świeżo udojone mleko. Ponad 800 osób w stu gospodarstwach wiodło spokojne życie w cieniu gór Koszarka i Czergów. Na jednej ziemi mieszkali tu w zgodzie Rusini, Polacy, Żydzi i Cyganie. Wiemy, że na początku XVIII wieku istniała tu gorzelnia i karczma z zjazdem. Na szumiącym potoku pracował drewniany młyn. Pod koniec tego samego wieku w Łupkowie, za sprawą budowy Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei Żelaznej powstał w 1874 roku tunel łączący Wiedeń i Budapeszt z Przemyślem i Lwowem. Od tego czasu nic nie było już takie same. Jego budowa diametralnie wpłynęła na zmianę życia miejscowej ludności. Wielki świat zawitał niespodziewanie z impetem w te spokojne doliny,  niczym wilczy głód po zbyt skromnym śniadaniu. Czy stary Łemko mieszkający tu w kurnej chacie, zdawał sobie sprawę z tego, że wojska austrowęgierskie traktują powstałą tu linię kolejową, jako strategiczną? Czy ktoś wytłumaczył mu, że jego rodzinny Łupków łączy cesarza Franciszka Józefa  z obsadzonymi w twierdzy Przemyśl żołnierzami, których stacjonowało tam blisko 130 tysięcy? Być może Łemko zdawał sobie sprawę ze znaczenia kolei. Być może nie.

Za sprawą tej samej kolei, w okresie międzywojennym Łupków zaczął rozwijać się jako miejscowość turystyczna. Łagodne zbocza gór ściągały tutaj amatorów narciarstwa nawet z odległej Francji. Długie kilometry przemierzali oni w luksusowych sypialniano-restauracyjnych wagonach. Za sprawą turystów powstało tutaj schronisko narciarskie, po którym ciężko dziś szukać śladów.

Razem z budową lini kolejowej, w latach 1890-98 inżynierowie zaplanowali wybudowanie 26-kilometrowego odcinka kolejki wąskotorowej, łączącej tartak na Majdanie pod Cisną z Łupkowem. Wkrótce trasę kolejki przedłużono o transporty drewna z Rzepedzi i Moczarnego. Tym sposobem Łupków stał się miejscem z którego transportowane z terenu Bieszczadów drewno ruszało w dalekie ziemie Cesarstwa Austro-Węgierskiego koleją normalnotorową. Tuż przy stacji kolejowej powstała osada kolejarzy i pracowników kolei. Z czasem nazwana Nowym Łupkowem.

O ile budowa monumentalnego tunelu o długości 416 metrów, głośnym echem odbiła się w całej okolicy,  o tyle jeszcze głośniej zrobiło się o nim w dniu jego wysadzenia w powietrze. Co najlepsze głośno było o nim z tego powodu aż dwukrotnie. Cesarscy inżynierowie z pewnością nie przypuszczali, że owoc ich ciężkiej pracy, zostanie wielokrotnie poobgryzany z każdej możliwej strony. Jako pierwsi tunel puścili z dymem polscy saperzy. Wszystko działo się pierwszego dnia II Wojny Światowej, aby odciąć wrogowi możliwość ataku od południa. Drugi raz tunel, po wcześniejszym odbudowaniu, rozczłonkowali laskami dynamitu w 1944 roku, wycofujący się z tych terenów Niemcy. Strategiczne znaczenie tunelu sprawiło, że już dwa lata później został on odbudowany przez Rosjan.

Wkrótce cały Łupków stanął w płomieniach. Wiosną 1946 roku za sprawą ataków Ukraińskiej Powstańczej Armii, cała ludność polska uciekła z Łupkowa na Słowację, natomiast ludność łemkowska, tego samego roku w maju została wysiedlona na tereny Ukrainy.  Żydzi jeszcze przed 1942 rokiem, uciekli na wschód. Dziesiątki stajni i stodół,  domy z całym majątkiem, kwitnące sady i hektary zasianego pola. Cerkiew, szkoła i kuźnia. Wszystko jednego wiosennego wieczoru zostało bez opieki. Łupków zgasł. Pola nieskoszonego zboża, pierwszy raz od wieków przykrył śnieg. Rok później, gdy w całej okolicy akcja „Wisła” wyrywała dobrej ziemi, wdzięcznych jej ludzi, z Łupkowa nie było już kogo wysiedlać.  Większość opuszczonych zabudowań spalona, obrastała mchem, bądź rozkradana – cegła po cegle, równała się z ziemią.

Po Starym Łupkowie pozostały liczne, jednak nie tak oczywiste ślady. Nie sposób przejść obojętnie obok porośniętego starymi drzewami cmentarza, przy którym stała kiedyś wybudowania w 1820 roku cerkiew pw. św. Michała. Po cerkwi zostały jedynie zarysy podmurówki.  Tuż obok znajdziemy żeliwny krzyż wrośnięty w drzewo, dla którego wciąż wracam w tamte strony. Latem cała okolica cmentarza kołysze się niebieskim kolorem polnych habrów. Idąc dalej w kierunku Chatki, mijamy zarysy fundamentów, zdziczałe jabłonie i zasypane ziemianki, po nieistniejących już gospodarstwach. Najłatwiej odnaleźć takie miejsca wiosną, kiedy ziemia jest jeszcze goła. Po przejściu przez potok, prowadzi nas gruntowa droga, kiedyś główna w tej części wioski. Nad nią rosną potężne drzewa, o każdej porze roku wywołujące dreszcz zachwytu na plecach turystów. Człowiekowi otoczonemu tak prawdziwą i nieskażoną przyrodą, ciężko sobie wyobrazić, że jeszcze tak niedawno niejeden Łemko wracał tędy z pola rozklekotanym wozem.

Dochodzimy do chatki. Z wyglądu nie przypomina ona jednak w żadnym wypadku łemkowskiej chyży. Początki schroniska to rok 1982, kiedy to biuro Almatur wykupiło od Zakładu Karnego w Nowym Łupkowie, niedokończoną jeszcze chatę i duży drewniany budynek przeznaczony na oborę. Po 14 latach od kupna chaty, zawiązało się Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie, które opiekuje się nim do dziś. O ile nie korci nas przejście się szlakiem po Paśmie Granicznym ciągnącym się nad okolicą, to zapewne nie trafimy tu po drodze na jakąkolwiek z bieszczadzkich atrakcji turystycznych. Najczęściej trafia się tu, po spotkaniu kogoś, kto chciałby tam wrócić i z iskrami w oczach opowiada o niepozornej chacie przykrytej eternitem, gdzieś na końcu świata.

W chatce nie ma prądu, nie ma również wody. Telefon szybko staje się tu bezużyteczny. Po zmroku ciemność rozświetlają porozkładane po parapetach i stołach świece, a umyć można się ciepłą wodą z pieca w pomieszczeniu za kuchnią. Piec jest sercem całej chaty. To na niego w pierwszej kolejności spojrzy każda osoba wchodząca do środka. Ogrzewa kuchnię z najdłuższym stołem i sypialniane poddasze. Pomiędzy nimi, na drewnianych schodach, przy oknie leżą wygodne poduchy. Można na parę długich godzin, przysiąść na nich z dobrą książką i przekładać kartkę za kartką. Zasięg złapiemy dopiero na górce nad chatą. W niej samej przez telefon się nie rozmawia. Zostając tu na dłużej, szybko dzień zaczniemy kończyć wraz z zachodem, a rozpoczynać tuż po wschodzie Słońca. Niejeden był i niejeden potwierdzi. Największe sowy latem pójdą tu spać parę godzin wcześniej, a co drugi śpioch wstanie o wschodzie. Bez prądu, po ciemku, nie sposób wygrać tu z dyktowanym przez naturę rytmem dnia. Człowiek oderwany od Internetu, Facebooka i smsów inaczej zaczyna tu patrzeć na drugiego, a rozmowa z nim będzie czymś więcej jak wymuszoną oczywistością.

Ze schroniska możemy w zależności od czasu i chęci wyruszyć w dłuższe, bądź krótsze wycieczki. Z doświadczenia wiem, że akurat tutaj te krótsze, z uwagi na tęsknotę za chatą, sprawdzają się lepiej.  Zarośnięty cmentarz i cerkwisko tuż za potokiem. Sąsiednia, nieistniejąca wioska Zubeńsko. Cerkiew pw. Św. Mikołaja w Smolniku z 1806r.. Tunel pod Przełęczą Łupkowską, którym możemy dojść do Medzilaborców, by zwiedzić Muzeum Sztuki Nowoczesnej im. A. Warhola, czy wysoki most kolejowy – wspomnienie kolejki wąskotorowej w Woli Michowej. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Wracając z wycieczki na Słowację, warto wybrać drogę górą, nad tunelem i odwiedzić malutką budkę – idealne schronienie w razie deszczu, postawione przez Słowaków. Tuż obok niej polecam odnaleźć jeszcze ciekawsze pozostałości po piekielnym pomyśle Rosjan –nasypie kolejowym po „diabelskiej drodze”. W czasie, gdy Niemcy wysadzili tunel, Rosjanie chcący posiadać połączenie kolejowe ze Słowacją, poprowadzili tory górą, co po paru miesiącach wyczynowego przeprawiania wagonów, pewnego dnia skończyło się potężną katastrofą. Ogromne nachylenie torów sięgające 45 stopni i ciężar wagonów powodowały, że po przeładunku na szczycie, każdy wagon w drodze z góry, hamowany był przez dwie lokomotywy. Nadszedł dzień, kiedy hamulce odmówiły posłuszeństwa i rozpędzony skład  wypadł z torów i z impetem zarył w ziemię. Wybuch zabił kilkunastu Rosjan. Ponoć do dziś, po stronie słowackiej można odnaleźć szczątki pociągu.

Każde z wyżej wymienionych miejsc ma swoją historię i zasługuje na uwagę. Każdy mój pobyt w Łupkowie to pasjonująca wycieczka w przeszłość, połączona z długimi wieczorami na refleksje w ostatnim takim schronisku w naszych Beskidach, w Chatce Na Końcu Świata.

Na sam koniec dwa filmy – wspomnienia wycieczek z tamtego roku. Wycieczek do Łupkowa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s